poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Mieszane zaburzenia emocji, oraz strach przed psychiatrą.

Chcę pierw zacząć od tego, że bardzo się cieszę, iż zawitała u mnie pierwsza czytelniczka mojego bloga c; Przez ostatnie dni przeglądałam wiele stron, o przeróżnej tematyce, by zaszczepić się trochę w nowym środowisku. Stare śmiecie, stare blogi już dawno nie istnieją, lub sama już o nich zapomniałam. Bałam się, że nic już nie znajdę ciekawego, jak za dawnych lat. Jednakże moje obawy zostały szybko rozwiane. Bardzo się też cieszę, że zdecydowałam się znów udzielać!
Dzisiejsza notatka może i nie jest zbyt pozytywna, ani raczej dla wielu osób ciekawa. Jest też to dla mnie trudny temat, jednak mam nadzieję, że pomogę w ten sposób chociaż jednej osobie. Ponieważ fachowa pomoc, czasami jest już konieczna, nie tylko potrzebna.
Słyszał ktoś z Was o lekarzu zwanym psychiatra? Na pewno tak. A o stereotypach, dotyczących osób udających się do takiego człowieka? Pewnie. I wielu z nas w to wierzy. Każdy, kto decyduje się na taką wizytę, to przecież "wariat" lub "życiowy nieudacznik". Niekoniecznie. Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, takie, jak na przykład pewne choroby lub zaburzenia. Zdiagnozowano u mnie zimą tamtego roku, tak zwane "Mieszane zaburzenia emocji i zachowania F92" oraz "Stany depresyjne" (Cokolwiek to znaczy. Jest to po prostu jeden z objawów F92, lub po prostu już F92.0). Dalsze działania? Skierowanie na wielomiesięczną terapię psychologiczną oraz ładowanie we mnie po 100mg Sertraliny dziennie, która jest lekiem antydepresyjnym. Na terapię nie trafiłam do tej pory, a minie niedługo rok. Przykład zachowania spółki jakim jest NFZ. Jeśli nie leczysz się prywatnie - zdychaj. Brzydko mówiąc. Jednakże jestem sfrustrowana ignorancją tychże ludzi, którzy moje skierowanie rzucili w kąt. Licząc na to, że może znów pójdę i będę płacić 50 zł za każdą wizytę, jak dwa lata temu, która, muszę wspomnieć, musi się odbyć przynajmniej raz w tygodniu.
Wizyta u lekarza nie przyszła mi łatwo. A co, jeśli ktoś się dowie? Wstyd. Wcześniej, nie raz, nie dwa byłam u przeróżnych psychologów, pedagogów, z którymi nie chciałam nawet rozmawiać. Byłam namawiana na te wizyty przez mojego chłopaka, oraz przez babcię. Jak dostałam się do psychiatry? Sama do tego dojrzałam, nikt mnie nie zapakował i nie wrzucił do gabinetu na siłę. Zostałam też do tego namówiona przez osoby wymienione wyżej, oraz ta opcja została też zasugerowana przez jedną z psychologów, która w pewnym momencie rozłożyła ręce.

Jak wygląda taka wizyta?
Opisuję doświadczenia z wizyty na NFZ. Na przyjęcie do owego lekarza czekałam aż dwa miesiące. Stres niesamowity. Pierw Pani pyta o wiek, o szkołę, czy w rodzinie były przypadki samobójstw, chorób psychicznych oraz inne formalne rzeczy. Następnie pyta co się dzieje, a po przeprowadzonej rozmowie stawia diagnozę według swojego doświadczenia. Skierowanie na ewentualną terapię, oraz ewentualnie recepta na leki, oraz zapisanie się na kolejną wizytę na za trzy miesiące. Nic szczególnego. Od typowych pogaduszek są psycholodzy i terapeuci c;

Jak wyglądają te, konkretne zaburzenia?
Internet podpowiada, że osoby z zaburzeniami emocjonalnymi mają:
  • Niezwykle częste lub gwałtowne wybuchy złości.
  • Częste kłótnie z innymi.
  • Częste jawne przeciwstawianie się.
  • Częste celowe działanie sprawiające innym przykrość.
  • Częste zrzucanie winy i odpowiedzialności za własne złe zachowania na innych.
  • Nadwrażliwość, obrażanie się.
  • Częste złoszczenie się i poczucie krzywdy.
  • Stany lękowe.
  • Natręctwa myślowe i czynności przymusowe.  
  • Zaburzenia nastroju.
  • Obsesje, fobie, kompulsje.
  • Natręctwa.
  • Depresja (endogenna, duża depresja, zaburzenia depresyjne).  
  • Zaburzenia nastroju wywołane chorobami.
  • Myśli samobójcze.
  • Utrwalone nieprawidłowe wzory interakcji społecznych.
  • Lękliwość, nadmierna czujność, nie zmieniające się pod wpływem pocieszenia.
  • Ograniczenie interakcji z innymi ludźmi.
  • Poczucie nieszczęścia.
  • Zaburzenia wzrostu i przybierania na wadze.
  • ~W moim przypadku występowała również autoagresja.
(terapia-feniks.pl) Wiele punktów nie zostało tutaj udostępnione, ze względu na tak zwane "masło maślane", oraz ze względu na to, że skupiam się w tym momencie na zaburzeniach emocjonalnych, nie zachowania. Moim zdaniem diagnoza nie jest do końca prawidłowa, ponieważ nie jestem z zachowania tak zdemoralizowana, jak podpowiadają "książkowe" objawy.

Ważne jest to, że leczenie farmakologiczne bardzo mi pomogło. Ustało w pewnym stopniu wiele objawów, jakimi są też w moim przypadku "mroczki przed oczami" oraz "piszczenie w uszach". Nie było na początku łatwo, pierwsze dwa tygodnie wszystkie objawy nasiliły się. Dodatkowo zostałam otumaniona okropną sennością, która uniemożliwiała mi w miarę normalne funkcjonowanie. Moim błędem było to, kiedy nie posłuchałam zaleceń lekarza, i zamiast zacząć od 25mg, zaczęłam od 50mg. Skończyło się to interwencją wychowawcy z pedagogiem, oraz tłumaczeniem się, że wcale nie zapoznałam się z dilerem za rogiem. Działania leków nie czuć po około dwóch tygodniach, ustępują skutki uboczne i jest "normalnie". Przynajmniej było tak w moim przypadku. Problemy zaczęły się, kiedy po paru miesiącach odstawiłam z dnia na dzień omawianą teraz Sertralinę. (Sertralina, jest to główny składnik leków antydepresyjnych. Sklepowa nazwa moich tabletek to Asertin 50, następnie 100). Objawy powróciły w błyskawicznym tempie, gdzie skończyło się to nieprzyjemną wizytą w szpitalu wraz z chęcią zamknięcia mnie w zakładzie psychiatrycznym. Asertin, oraz inne identyczne leki odkłada się stopniowo, oraz kontroluje się zachowanie osoby. Osobiście, zrobiłam to niestety pochopnie i bez wiedzy kogokolwiek. Oczywiście nie twierdzę, że owe leki uzdrawiają nas, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jest różnie, czasami zaburzenia dają górę nawet przy leczeniu.

Nie bójmy się fachowej pomocy, jaką jest lekarz psychiatra, oraz nie bójmy się leczenia antydepresantami. Warto, na prawdę warto sięgnąć po pomoc, kiedy już wiemy, że sami nie damy rady. Byłabym z siebie dumna, gdybym chociaż jedną osobę, która ma takie stereotypowe myślenie, przekonała do zmiany zdania. Bo to nie pacjenci powinni się wstydzić, lecz osoby niezwykle zaintrygowane i rozbawione czyjąś odwagą. (tak. pójście do psychiatry wymaga w pewnym stopniu odwagi, kiedy jest się zamkniętym przed światem - a nagle trzeba obcej osobie rozmawiać o tym, co dzieje się w głowie). Jeśli ktoś z Waszego środowiska zachowuje się niepokojąco, proszę, nie ignorujcie tego. Nie namawiam też do wysyłania każdego, z każdą błahostką do aż psychiatry. W wielu przypadkach wystarcza sama terapia bez leków.

5 komentarzy:

  1. Może i nie jest to sprawa łatwa, ale masz rację czasem fachowa porada i pomoc jest nieunikniona i może okazać się ostatnią deską ratunku.
    Araś, wiem dokładnie jakie stereotypy chodzą ludziom po głowach. osoba chodząca do psychiatry jest zwyczajnie pier******, ma coś z głową, nie wolno ufać, bo może zrobić krzywdę sobie i innym.. takie rzeczy między innymi słyszałam o swojej osobie od ludzi z mojego srodowiska - no teraz juz w moim srodowisku nie sa rzecz jasna) u mnie zdiagnozowali dwubiegunowość i po kilku latach po zmianie psychiatry skierowano na psychoterapie. ... na ktora nie poszlam. facet odgrzebywal brudy z przed ponad 10 lat z ktorymi juz sie pogodzilam, pozniej wspominal o rzeczach sprzed 5 lat... no i zrezygnowalam... z reszta byl opryskliwym chamem >.<
    Co do tego "ze ktos sie dowie i bedzie wstyd"... Kto ma sie dowiedziec? Wiesz... Moja mama i babcia zawsze mowily mi, że Ci, któym na mnie zależy bedamnie wspierac niezaleznie co by sie dzialo, reszta na smietnik i nimi sie nie przejmowac. Powinnas tez tak zrobic, jesli masz jakiekolwiek obawy o to, ze ktos moze zrobic Ci przykrosc tym, ze zostalas zmuszona chodzic na wizyty do lekarza. Proste. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak obszerną odpowiedź!
      Powiem Ci tak, co do wspominanego wstydu.. Podałam przykład, co myśli sobie osoba, która poszłaby.. Ale właśnie. Wstyd. Lub jeszcze inne obawy. Cholera, to nie nasz problem, że niektórzy żyją jeszcze w średniowieczu i kierują się stereotypami :D Kiedy jest potrzeba, to korzystajmy z fachowej pomocy. Wiesz, ostatnio słyszałam o przypadku, kiedy rodzice wozili swoje dziecko do neurologa, które miało padaczkę, specjalnie do innego miasta, żeby nikt się nie dowiedział. Wstyd na wsi i tym podobne, jak to określili.
      Co do miłych psychologów.. Raz byłam u starej pedagożki (?) w szkole, która jedynie co potrafiła, to obwinić mnie za to, jak się czuję. Powiedzieć na przykład "Zobacz, Twój tata płacze, zobacz co zrobiłaś"...

      Usuń
    2. I jeszcze jedno.. Powodzenia, oraz dziękuję, że jesteś :D

      Usuń
    3. Takie reakcje, ukrywanie się z problemami, które nie dotyczą osób trzecich wynika tylko i wyłącznie z zaściankowości jaka nadal panuje w Polsce. Jedyną na to radą jest nie reagowanie na to, oraz chodzenie z podniesioną dumnie głową. Wścibskim krowom można jeszcze odpowiadać na tyle niegrzecznie, alez klasą, żeby wcale nie zrozumiały przekazu tego co się chciało powiedzieć. Też działa ;)

      Usuń
  2. Masz całkowita rację. Życzę Ci powodzenia :-) http://styleofnikki.blogspot.com/2016/08/100-followers.html#more

    OdpowiedzUsuń